<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Na szosie"> 
<author_1=Marian Promiski>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="4">
<date=1953-04-27>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Popija nie winem z bidonu, ale studzon herbat z osobnej manierki. Bilski i Mago poszli oczywicie za jego przykadem. Jak dotd wesoo im si razem jechao. Chwalili w mylach krajobraz i za pikno i za cisz. Nie musieli te yka kurzu jadc midzy bliskimi cianami sosen. Poczli te rozmawia, co ograniczao si do pojedynczych zda rzucanych przy kadej zmianie w prowadzeniu.
 Musimy sobie zrobi trzy minuty  rzuci im pod rozwag Albin, nie czekajc na odpowied. Dopiero, kiedy za nastpnym razem zmienia si z Magoniem, doda bardziej natarczywie:  No? Potrafisz pocisn?
Mago skin, e tak, i pochyli si do kierownicy. Ponioso ich po spadzie. Jechali teraz w zacitym milczeniu chyba dwadziecia minut, regularnie zmieniajc si w prowadzeniu. Przelecieli przez jakie miasteczko. Przed nimi ucieka wci niedosiny motocykl pilota, jak na torze wycigowym sztuczny zajc przed chartem. Potem jaki czas jechay za nimi oba znajome samochody. Z kolei samochody zostay w tyle, a wysun si cznik. Da sygna klaksonem, to znaczy, e bdzie mwi. Zrwna si z nimi i zrobi trbk z doni.
 Mamy za sob 70 km, tj. 1/3 trasy. Do Gdaska 140 z groszami... Sycha mnie?
 Sycha.
 Grupa zoona z pitnastu kolarzy trzy minuty za wami. Jad bardzo rwno...
 Gdzie 9,  15, 17?  wyskandowa Bilski pgbkiem, oszczdzajc oddech.
 No wanie, w tej grupie. Na 105 kilometrze znowu lotny finisz. Punkt ywnociowy dokadnie na 150-tym.  Zastanowi si, co by tu jeszcze powiedzie. Spojrza na tachometr:  Macie 45 na godzin. Chyba wszystko...  i zwolni, eby zawrci.
 Dzikujemy!  odkrzyknli, przykadajc si znowu do pedaowania.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
